W nas cała nadzieja…

To dopiero początek roku, ale już znalazłem mocnego kandydata do mojego prywatnego rankingu “Emigracyjna Głupota Roku 2009″. Nominacja trafia dziś do portalu Onet.eu za artykuł “Chcemy polskiej rewolucji na Wyspach”.

Na stronie startowej wielki napis “Wyspy do poprawy”. Kto chce poprawiać? Oczywiście Polacy.

Autor tekstu zebrał niezadowolonych emigrantów, by wspólnymi siłami (”Kupą mości panowie, kupą!”) naprężyć mięśnie, paluszkiem pogrozić i nóżką z niezadowolenia tupnąć. Onet.eu przekonuje, że gospodarze tego kraju to chamy jakich mało. Na szczęście przyjechaliśmy my, Polacy. W nas cała nadzieja i przyszłość dla tej upadłej krainy.

“Co do poprawy, co do zmiany, czego Brytyjczycy mogliby się od nas nauczyć? Pracowitości, dbania o rodzinę, oszczędności i większej higieny, zwłaszcza miejsc publicznych. Tego waszym zdaniem mieszkańcy Wysp mogliby się nauczyć od Polaków. Problem jednak w tym, że Brytyjczycy wcale nie garną się do nauki” - informuje ze smutkiem Onet.eu.

Skandal! My, kryształowi i pod każdym względem wyjątkowi Polacy niesiemy kaganek oświaty, a oni bezczelnie odwracają się plecami! I to we własnym kraju! To się nie mieści w głowie!

Onet.eu przekonuje, że “lista życzeń” skierowanych do mieszkańców Wielkiej Brytanii, jest naprawdę długa. “Zacznijmy od rodziny. - Jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie i relacje rodzinne to są to pola do dyskusji - uważa Joanna. - Jest tu mnóstwo starych samotnych ludzi, którymi nie zajmuje się rodzina, tylko raczej patrzą w stronę państwa, jeśli trzeba im pomocy. Bardzo wielka samotność, siedzą całymi dniami w tych małych bunkierkach, patrząc w telewizor i pięć razy na dzień karmiąc kota. Tak latami czekają na śmierć” - dodaje.

W Polsce taka sytuacja jest oczywiście nie do pomyślenia. Po pierwsze w naszym kraju w ogóle nie ma ludzi samotnych. Po drugie nie ma także małych bunkierków (Polacy, jak wszyscy wiemy, mieszkają wyłącznie w luksusowych willach). O karmieniu kotów nie ma co nawet wspominać, bo polscy emeryci mają tyle pieniędzy, że większość z nich utrzymuje prywatne ogrody zoologiczne.

Autor tekstu, ustami zniesmaczonych emigrantów przekonuje ponadto, że Brytyjczycy: “nawet nie interesują się rozwojem rodzinnym”, “raczej nie zapraszają do swoich domów”, “marnują swój czas, a przede wszystkim pieniądze”, “mają problemy z higieną”. Oczywiście to nie wszystko. Polak oczy ma dobre (przepraszam: najlepsze) to i wszystko zobaczy. A jak już zobaczy, to i powie (wiadomo: jesteśmy najbardziej szczerzy).

Brytyjczycy muszą więc zmienić (trzeba było jeszcze dopisać: bo w przeciwnym razie się obrazimy i wyjedziemy!): jedzenie (”raczej niedobre i niezdrowe”), pogodę (”wiosna jest w Polsce przepiękna”), służbę zdrowia (”strach przed otruciem, złą diagnozą”), a także system miar (”nie można tak ciągle operować w tych swoich archaicznych miarach”). Królowa Elżbieta II może odetchnąć z ulgą - Onet.eu (póki co) nie domaga się zniesienia Korony.

“Wyspy do poprawy” są wzorcowym wręcz przykładem polskiej megalomanii, a przy okazji nieudolną próbą leczenia narodowych kompleksów. Szkoda tylko, że w swojej oświeceniowej krucjacie autor zapomniał o pewnym subtelnym szczególe: większość z nas jest tu dlatego, że Brytyjczycy dali nam taką możliwość. Zaproszono nas i stworzono warunki, byśmy mogli nie tylko pracować, ale także godnie żyć. I to bez kompleksów…

TataOliwki, Londyn

Wpis “W nas cała nadzieja…” skomentowano 28 razy

  1. iceteajunkie pisze:

    Wydaje mi się że zarówno artykuł jak i Ty przegięliście trochę. Z jednej strony: tak, artykuł jest śmieszny zestawiając ‘och, Brytyjczycy mogliby się wiele od nas nauczyć!’ z ‘…i pogoda, koniecznie pogodę zmienić!’ - bo to jest (moim zdaniem) piękny pokaz marudnictwa. Z drugiej strony, tak, to prawda, kultura brytyjska nie jest idealna (a jakaś jest? :) i mogłaby od polskiej conieco przechwycić. Nie, nie wydaje mi się żeby to kiedykolwiek nastąpiło - z różnych powodów.
    Ja siedzę w Irlandii, i wydaje mi się że ludzie są tutaj statystycznie bardziej życzliwi i przyjaźni. Ale może moja próbka statystyczna jest zaburzona :D

  2. grzesiek pisze:

    od razu przyznam, ze nie czytalem tego “megalomanskiego” tekstu na onecie, ale potrafie sobie wyobrazic jego kontekst. szkoda, ze autor tak to wszystko poskladal, bo w kilku miejscach obserwacje sa celne i nie mijaja sie z rzeczywistoscia.
    mieszkam na Wyspie piec lat i wiekszosc z tych rzeczy widzialem, lub nadal widuje na wlasne oczy.
    nie chodzi o to, by tubylcow zmieniac, tylko by im o tym powiedziec, lub przypominac przy kazdej okazji.
    poza tym.np.komunikacja miejska w londynie, glownie autobusy, sa potwornie zasmiecone, ale londyn to tygiel kulturowy i mieszanka roznych mentalnosci, trudno wiec oskarzac angoli, ze sa brudasami, przez to ze koles z nigerii, lub pollandu pozbywa sie smieci w autobusie, w drodze do pracy.
    opiekowalem sie starszym panem na golders green, wiec uwaga o smutnej starosci nie robi na mnie wrazenia. rodziny rzeczywiscie czesto nie interesuja sie swymi seniorami. mimo iz to ludzie majetni, starosc przezywaja w samotnosci.

  3. grzesiek pisze:

    p.s
    sam nie wiem czy bardziej podle jest interesowanie sie dziadkiem, bo ma pieniadze, czy nieinteresowanie sie nim, mimo ze je posiada?
    na onecie nie chodzi wiec o to kto pierwszy rzuca kamieniem, tylko kto robi to z poczuciem wyzszosci i samozadowolenia, niestety

  4. lukRoI pisze:

    Zgadzam sie juz kilka lat temu przestalem zagladac na onet i z niego korzystac, z powodu plytkosci jaka ten portal prezentuje poprzez czesc swoich uzytkownikow. Mieszkam w IE i rzecz ma sie podobnie z czescia tutejszych emigrantow, potrafia narzekac na wszystko. Wdawanie sie w dyskusje z takimi osobnikami niewiele zmienia, poza podniesieniem wlasnego cisnienia, wiedza wszystko, we wlasnym mniemaniu i nic tego nie jest w stanie zmienic. Przykra ale prawdziwa natura dosc sporej czesci rodakow. Pocieszajace jest jednak ze nie wszyscy sa tacy.

  5. MarcFloyd pisze:

    Coz, nie spodziewalbym sie niczego innego po “Onecie”. Aczkolwiek dziwi mnie ze nie dodali postulatow zniesienia ruchu lewostronnego i dwoch kranow, bo takie haselka najczesniej padaja z ust “Polaczkow” (piszac “Polaczkow” mam tu na mysli zespol cech osobowych a nie tylko narodowosc)

  6. Kamykiewicz pisze:

    Już taki nasz polski los, takie powołanie: od stuleci zbawiamy kogo się da.
    Siebie samych “zbawić” nie możemy, ale innych - od ręki zawsze.
    Jednak śmiejmy się! Wielu już wyjęło sobie gwoździe z rąk.

  7. Halina pisze:

    Grzesiek, czy nie uwazasz. ze Angol brzmi jak Polaczek?

    A tak na marginesie to uwazam, ze bedac w goscinie nie nalezy krytykowac gospodarza (y) bo to niegrzeczne. My tez powinnismy sie od nich wielu rzeczy nauczyc.

  8. Flip pisze:

    Ten artykul na Onecie jest jak lustro, w ktorym odbijaja sie wszystkie te cechy, z ktorych polska prawica jest tak dumna. Kaganek oswiaty niesc narodowi, ktory wydal Newtona i Darwina, zapoczatkowal rewolucje przemyslowa i wladal polowa swiata? Nawet jesli te postulaty sa sluszne, mowienie Anglikom co maja robic we wlasnym kraju jest co najmniej niestosowne. Na szczescie artykul byl po polsku, to oszczedzilo mi wstydu przed znajomymi…

    Tez mi sie nie podoba pare rzeczy w UK, ale dlaczego mam naciskac na zmiany? To ich kraj, nie moj i moge sie przystosowac lub wyjechac. Moi znajomi nie rozumieja kilogramow i kilometrow? To nauczylem sie w pamieci przeliczac na kamienie, funty i mile (i l/100 km na mpg tez, choc to bylo trudniejsze :-). Tlumacza, ze dwa krany sa bardziej higieniczne? Niech im bedzie. Twierdza, ze nie chca podwojnych szyb w domu, bo lubia jak mroz rysuje kwiatki na wewnetrznych stronach okien (sic!)? Nawet sie nie odzywam. I tak uwazam, ze to my od nich mozemy sie znacznie wiecej nauczyc (glownie otwartosci, tolerancji i pozytywnego podejscia do zycia) niz my od nich.

    Do iceteajunkie:

    Nigdy nie bylem w Irlandii (choc sie tam wybieram, musze zobaczyc chocby Giant’s Causeway), ale kolezanka z NI zapewnia mnie, ze Irlandczycy z Ulsteru sa znacznie bardziej zyczliwi i przyjazni niz Anglicy, a ci z Irlandii poludniowej sa jeszcze milsi. Wiec moze cos w tym jest…

    A Onetu, jak widac, czytac nie nalezy bo sie z niego zrobil internetowy tabloid dopasowany trescia do poziomu Jasia Smietany.

    Pozdrawiam wszystkich blogowiczow.

    Flip

  9. Patrycja pisze:

    Przypomina to sytuacje przyjazdu osoby, ktora zycie spedzila na wsi (wezmy sobie pod uwage roznice miedzy wsia i miasta z gdzies ok. 30 lat wstecz) , i nagle wyjezdza do miasta. No, w miescie wszystko jest inne, w zwiazku z czym nadac trzeba temu ‘innemu’ od razu kwalifikacje dyskwalifikujaca : ‘gorsze’, ‘zle’.
    A tu trzeba przeprzec oczka i zobaczyc INNE. Poprzednie kwalifikacje nie znajduja zastosowania…
    pozdrawiam,
    Patrycja

  10. as pisze:

    Wybacz , w podobnych tonach wypowiadaja sie o Anglikach Francuzi, Wlosi i Hiszpanie …to naturalne , dla nich, ze afirmuja swoja kulture …Tylko nam Polakom nie wolno, bo jestesmy narodem do niczego, ze zgnilym spoleczenstwem bez kultury i oglady. I wiesz co , to nie krytyka i pouczanie (podobno przywara Polakow) drazni Anglikow tylko te nasze kompleksy , kompleksiki i ustawianie sie wzajemne w szeregu…
    A i jeszcze jedno uzywane jest slowo “Brytyjczyk”, a to wlasciwie kazdy, kto urodzil sie w Zjednoczonym Krolestwie…moze tez nim byc i Polak…dlaczego wiec mamy nie przemycac cos ze swojej kultury w tym multikulturowym spoleczenstwie?
    A jesli chodzi o rodowitych Anglikow , to sami przyznaja sie , ze przezywaja kryzys rodziny i wlasnej tozsamosci…
    Jestem tu dlugo , mam do tego prawo, place podatki , biore udzial w lokalnych wyborach i do parlamentu europejskiego …czuje sie c z e s c i a tego multikulturowego spoleczenstwa i nie zamierzam nikomu za to dziekowac , ani nikogo przepraszac.
    Natomiast skazona “wstretna polskoscia” krytykuje wszystko, co mi sie nie podoba , porownuje z naszym krajem i mowie o tym Anglikom , a oni mnie za to szanuja , bo dla nich najwazniejsze jest to, ze bez kompleksow jestem soba. I co z tego , ze czasem im sie wyrwie “ze w tej Polsce to u was wszystko najlepsze ” obie strony puszczaja do siebie oko i ucza sie zyc razem .
    pozdrawiam serdecznie
    ps; szanujmy sie wzajemnie, choc to nielatwe, a wtedy inni beda nas szanowac

  11. Flip pisze:

    A tak na marginesie: poczytajcie sobie komentarze pod wspomnianym artykułem. Symptomatyczne: Chamska pyskówka, wycieczki osobiste, obraźliwe epitety (to ja już wolę ?udawaną grzeczność? Anglików); też sporo jest wpisów wyrażających poczucie wyższości nad “głupimi i niewykształconymi” “angielskimi analfabetami”. Jednym słowem Polska w pigułce. Dno i pół metra mułu.
    Dlaczego, skoro na Wyspach jest tak źle, my jeździmy do UK a nie oni do nas w poszukiwaniu lepszego życia?

  12. as pisze:

    A tak na marginesie , to mam nadzieje , ze Polacy w Wielkiej Brytanii , czy w Irlandii przestana wstydzic sie swojej kultury , zaczna byc soba , ze swoimi zaletami , ale takze i wadami. Nie jestesmy ani lepsi , ani gorsi od nich i oni to wiedza , kiedy w koncu do nas to dotrze?
    W przeciwnym razie beda nas zawsze traktowac jak tych “ze wschodu” z wiecznie spuszczona glowa wobec wielkiej , wspanialej anglojezycznej kultury. ech

  13. as pisze:

    Wiem, ze wyjde na “polska megalomanke” trudno, zaryzykuje i dopisze cos jeszcze.
    Brytyjczycy nas tu jak okreslasz nie “zapraszali” oni przylaczajac sie do pewnej koncepcji Unii Europejskiej dali zgode na swobodny przeplyw ludzi i ich swobody w wyborze miejsca zamieszkania i centrum zyciowego, i zapewniam cie, ze nie bylo to podyktowane pieknymi ideami tylko czysta twarda ekonomia zysku. Kazdy Europejczyk (niestety ludzie z Europy Zachodniej tak sie tylko mianuja) to wie i nie czuje sie zyjac tu jakos specjalnie “zaproszeni”.
    och jak mnie rozezliles…kompleksy to wyszly z ciebie a nie z tego , skadinad prostackiego artykulu …

  14. Kat pisze:

    Artykul Onetu przytoczyl wypowiedzi i opinie Polakow,ktorzy obracaja sie w najnizszych warstwach spolecznych - to troche tak, jakby Anglik zamieszkal na polskim blokowisku i narzekal na alkoholizm, agresje, brak wyksztalcenia WSZYSTKICH Polakow. Prawda jest taka, ze polski lekarz, prawnik, architekt, nauczyciel dogadaja sie na tej samej plaszczyznie ze swoimi brytyjskimi odpowiednikami i nie bedzie raczej wytykania wzajemnego niedouczenia czy brudu. A co do zapraszania do domow - na milosc boska, ja nigdy w Polsce nikogo nie zapraszalam, bo moj dom jest dla najblizszej rodziny, najblizszych przyjaciol i swietego spokoju, a nie po to, zeby sasiadka albo przypadkowi znajomi wpadali od niechcenia. Jezeli chodzi o tradycje - prawda, motloch idzie w swieta na sklepy, ale ludzie na poziomie przestrzegaja zarowno religijnych jak i rodzinnych zwyczajow, jak wszedzie.

  15. Roman pisze:

    Od paru lat mieszkam w robotniczym angielskim mieście (80 tys.) i mam tu trochę znajomych, oprócz Polaków także Anglików. Z kontaktów z nimi wynika dla mnie kilka rzeczy. Przede wszystkim to, że przyjmują nas u siebie co najmniej z wyrozumiałością, a często z życzliwością. Wynika także to, że od nich moglibyśmy się wiele nauczyć, np. szacunku do prawa, do innych ludzi (oczywiście i do siebie samych), szacunku do prywatości (m.in. niezaglądania w cudze okna bez zasłon), tolerancji, pogody ducha i optymizmu (oni nie robią tragedii z porażki swojej czy nawet reprezentacji narodowej w jakiejs dyscypilnie sportu, nie obrażają przy tym jej sprawców), traktowania pracy (na dłuższą metę wcale nie jesteśmy od nich lepsi, ani być może gorsi), a nawet skromności. Ten kraj, to społeczeństwo mają jednak wielkie sukcesy w świecie i nie zasługują na nasze, rzeczywiście megalomańskie oceny.

  16. Ania Ready pisze:

    Czesc ze spotrzezen cytowanych w artykule jest trafna: starsi ludzie umieraja w samotnosci w domach starcow, Brytyjczycy maja problem z otyloscia. W Polsce dziadkowie czesto na starosc mieszkaja u swoich rodzicow - na Wyspach to raczej rzadkosc. Poza tym za kazdym razem, jak odwiedzam rodzine w Trojmiescie, to pierwsza rzecz, ktora przykuwa oko po wyladowaniu w Polsce, to wlasnie to, ze ludzie na ogol sa szczupli.

    Duza czesc Polakow na Wyspach zalapala sie do pracy wlasnie w takich miejscach, do ktorych Brytyjczykom nie spieszno (zeby uzyc angielskiego eufemizmu), czyli domach starcow, fast food-ach. I tam maja okazje poogladac sobie podszewke brytyjskiego zycia. Podejrzewam, ze to musi byc szokujace, zwlaszcza dla osoby, ktora zyje mitem Wysp jako kraju wszelkiego dobrobytu i ogolnej szczesliwosci.

    Inna sprawa, to wlasnie durnowate nastawienie mediow. Kiedy widzialam newsa o tym, ze Polacy masowo wracaja do kraju (zdaje sie ze produkcji TVP) o wlasnie takim tytule. News zawieral doslownie: wywiad z ekipa budowlana, ktora mowila, ze maja mniej zamowien, ale dalej pracuja i facetem, ktory sprzedawal skutery w Londynie i przezywal boom swojego biznesu, wiec nie myslal o powrocie do Polski. Skad wiec tak nieadekwatny tytul? Az sie skora jezy ze zlosci na glupie chwyty polskich mediow.

    Zreszta o narodowych mediach na Wyspach tez mozna sporo napisac. O jednej z polskich gazetek napisalam na blogu (http://magamara.blox.pl/2009/02/Polacy-nie-gesi.html)

  17. Kamykiewicz pisze:

    Kto nam zabrania, żebyśmy byli dumni?
    Zdrowa duma jest do życia niezbędnie potrzebna!
    Natomiast megalomania jest potrzebna ludziom z “kompleksikami”.
    Megalomania, bez względu na narodowość lub pochodzenie,
    jest śmieszna, chociaż - jak wiemy - śmieszność nie zabija.

    Przykłady “kompleksików”:

    W okolicznym warzywniaku młody sprzedawca
    mówi o swojej szefowej: Ona jest chyba głupsza niż jej pies!
    Sprzedawca jest z Polski (emigracja made in May 2004),
    szefowa jest z Indii.

    Dawno nie widziany znajomy mówi z dumą:
    Pracuję na uniwersytecie.
    Znajomy pracuje jako pomocnik w kuchni
    (emigracja jak wyżej).

    Koleżanka z pracy pyta mnie (emigracja jak wyżej) -
    delikatnie zaczepnym tonem czy oprócz angielskiego
    znam jeszcze jakieś języki obce. Ta koleżanka zna,
    ale wie, że Brytyjczycy - w większości - nie znają.

    Pozdrawiam TatęOliwki oraz Komentatorów.
    Jednak śmiejmy się! Cała nadzieja w autoironii.

  18. grzesiek pisze:

    no to posłuchajcie: wysiadam ostatnio w Gdańsku na lotnisku, przechodzę bramki i wychodzę na przystanek komunikacji miejskiej.
    szczesliwy, ze znowu po dwóch latach jestem w Polsce i ze zmierzam do domu, wsiadam do autobusu i nauczony doświadczeniem odliczam pieczolowicie trzy złote, za które chce przedostać się do centrum na dworzec PKS. tyle kosztuje bilet, wiec nie chce robić driverowi kłopotu i nie wciskam mu np. dwudziestki, która dostałem przed chwila w kantorze.
    na moje nieszczescie ostatnie dwadzieścia groszy z tych trzech złotych jest w monetach pieciogroszowych.
    straszliwie zostałem za to zbluzgany przez kierowce i to przy innych pasażerach, a gdy na swój pohybel pytałem jeszcze o przystanek, na którym mam wysłać, bo nie znam Gdańska i nie wiem, gdzie jest dworzec PKS, kierowca o malo nie zabil mnie wzrokiem i stanowczo odmowil wspolpracy, zaslaniajac się brakiem czasu na, za przeproszeniem, pierdoly.
    pomogli mi pasażerowie, a trzydzieści minut spędzone w drodze na dworzec spedzilem na liczeniu powodów, które sprawiają, ze z radoscia zawsze wracam na Wyspę.
    mieszkam teraz w Szkocji i jezdze codziennie autobusami do pracy. przysięgam, ze nigdy mi się cos takiego tu nie zdarzyło.
    wszyscy możemy się od siebie wiele nauczyć. kierowcy gdańskiej komunikacji miejskiej maja jednak najwięcej materiału do opanowania. oby w jak najkrótszym czasie.

  19. Justyna pisze:

    Ania Ready, mysle ze w Polsce starsi ludzie nie tylko z wielkiej milosci rodzinnej mieszkaja z dziecmi, lecz z powodów bardziej praktycznych. Po 1. brakuje w naszym kraju dobrych “domów starców”, w których seniorzy spedzaliby czas na grze w karty, odpoczynku, nieograniczonych rozmowach o wnukach, lekach, itd. Po 2. “dom starców” kojarzony jest w Polsce z hospicjum i stad strach spoleczny przed nim. Po 3. nawet jesli znajdziesz ciekawy “osrodek”, na dobrym poziomie opieki zdrowotnej, mieszkaniowej, itd- to Polaków raczej na to nie stac! No i po 4.: babcia w domu to dla wielu darmowa opiekunka dla dzieci, kucharka itd… Jesli taka sytuacja jest wynikiem decyzji/ wyboru obu stron- super. Ale jesli jest konsekwencja wygody- to nie jest to lepsze od angielskiego podejscia do starców!

    Wpis TatyOliwki, jak kazdy inny, bardzo ciekawy, prosty i konkretny. i moim zdaniem- trafiony! Ja co prawda mieszkam w Niemczech, nie na wyspach, ale i tu trafiam na Polaków- ludzi marudnych, wiecznie niezadowolonych. Ciekawe jest to, ze najczesciej sa to ci, którzy wolny czas spedzaja tylko w polskim gronie, czesto nie mówia po niemiecku, nie biora udzialu w zyciu spolecznym i kulturalnym Niemiec. Mimo to twierdza, ze maja ogromne pojecie o mentalnosci Niemców ( bo przeciez u nich sprzataja, remontuja, itd! ).
    My to przeciez “naród wybrany”- racje zawsze mamy!

  20. as pisze:

    Nie zgodze sie, ze chamstwo ma tylko narodowosc polska i w innych nacjach ono sie nie zdarza…nie przesadzajmy z tym prosze…moze jestesmy narodem gburowatym ze znikoma zdolnoscia do usmiechania sie i autoironii, ale nie przesadzajmy, ze jest az tak zle…
    Mnie spotkalo ostatnio chamstwo ze strony Anglikow i to w samolocie do Polski …najpierw udawali, ze mnie nie rozumieja (mowie dobrze, ale z polskim akcentem), a potem uzyli malo kulturalnych slow kiedy powtorzylam im dosyc wyraznie, prosba dotyczyla uzywania z umiarem ang przeklenstw poniewaz lecialam z anglojezycznymi dziecmi …dopiero po interwencji pani z zalogi , panowie spuscili z tonu …ale i tak wychodzac dosadnie okreslili kim ja jestem dla nich …po tym zdarzeniu moglaby napisac, ze Anglicy to rasisci i chamy…ale nie zrobie tego, poniewaz wiekszosc moich przyjaciol to Anglicy czy Brytyjczycy, a chamstwo czy rasizm nie zna narodowosci i juz , to nieuleczalna glupota.

  21. Monika pisze:

    Drogi Tato Olivki,
    Czy moge poprosic o link do owego textu z Onetu?

  22. Pawel pisze:

    NIECH AUTOR NAJPIERW POMYSLI ZANIM COKOLWIEK NAPISZE.
    ANGLICY TO TEPACY I POWINNI SKORYGOWAC SWOJ SPOSOB MYSLENIA/.POSTEPOWANIA

  23. Kamykiewicz pisze:

    Pawel, dzięki WIELKIE!
    Napisałeś krótko, dobitnie i na temat. Treść w pigule.
    Dałeś mi tyle do myślenia, chociaż nie jestem AUTOREM.
    Wiem jedno:
    Ty jesteś tak OSTRY, że już nie musisz się zastanawiać nad niczym.
    Pawel, po prostu pisz! Ale super! :D

  24. TataOliwki pisze:

    Moniko,
    Oto i link do rzeczonego tekstu:
    http://wiadomosci.onet.pl/1533528,2678,1,kioskart.html

    Serdeczności!

  25. Yarocin pisze:

    Artykul na podstawie którego zostal napisany tekst swoja zawartoscia ma przyciagac jak najwiecej ludzi. Poruszana tematyka i konstrukcja artykulow juz po przeczytaniu kilku linijek podnosi cisnienie i prowokuje do napisania komentarza. Ale w momencie kiedy zaczynam przegladac ‘komentarze’, natychmiast cisnienie mi opada i budzi sie smiech. Szkoda zdrowia i czasu na czytanie takich bzdur. Moim zdaniem i pewnie wielu osob, ktore pisza i kometuja tutaj, artykul Chcemy Polskiej rewolucji na wyspach, jest skierowany do grupy, dla ktorej tego typu teksty dostarczaja tematow do rozmow i radosci i dumy, miedzy innymi z tego, ze sa Polakami.
    Jezeli chodzi o Anglikow to do tego jacy sa trzeba sie przyzwyczaic i zaakceptowac, choc zrobic to czasem nielatwo. Ja nie moge sie przyzwyczaic do pracownikow budowlanych, ktorzy do pracy i z pracy jezdza w tych samych ubraniach, w ktorych pracowali. Zastanawiam sie, kto wprowadzil taka mode, bo nie chodzi mi juz o wrazenia estetyczne, ale o to, ze ja sie moge pobrudzic. Kiedy pracowalem w Londynie mimo to, ze wykonywalem prace fizyczna, zawsze sie przebieralem do pracy i po pracy.
    Mieszkam w miescie o 180 tys. mieszkancow, czyli cos wielkosci Czestochowy. Do tej pory nie zdazylo sie, zeby samochod zatrzymal sie na pasach, a jezeli juz sie zatrzymal to musial, bo bylem juz na przejsciu.
    I dalej o kulturze. Kiedy wchodze rano do biura mam w zwyczaju mowic dzien dobry, a jak wychodze do widzenia. Mimo tego, ze z niektorymi pracuje juz prawie rok nie slysze ani slowa.
    Mysle, ze jak we wszystkich spolecznosciach sa wyjatki, a juz na pewno wiekszosci, ktore postepuja wg schematow majacych niewiele wspolnego z kultura.
    Wielokulturowosc Londynu moze podobac sie komus, kto nie ma bezposredniego z nia kontaktu, kto patrzy z gory i ma kontakt tylko z ludzmi, ktorzy reprezentuja odpowiedni poziom kultury. Jezeli jednak znalezc sie w nizszej grupie, to napotykamy cechy i zachowania dla niej charakterystyczne czyli brak kultury, higieny, wyksztalcenia.
    Jezeli chodzi o lekarzy, to slyszalem, ze powodem tego, ze jest tak wielu pochodzenia azjatyckiego jest zwiazane z tym, ze podczas studiow w momencie niezdania egzaminu czasem powoluja sie na rasistowskie podloze decyzji, wiec dla swietego spokoju sa przepuszczani dalej.
    Edukacja nie stoi moze na wysokim poziomie, ale w tym kraju nie ma potrzeby zeby kazdy byl mgr inz., bo po zakonczeniu college’u mozna isc do pracy i zarabiac tyle, zeby sie utrzymac. Jezeli masz ochote, to bez problemu mozna zrobic PhD w 4 lata , podczas ktorych jest sie normalnie oplacanym (kiedy chcialem isc na doktorat w Polsce, pierwszy rok mial byc za darmo - mialem nie dostawac pieniedzy) W Polsce nadal obecne jest przekonanie, ze zakonczenie studiow i zdobycie dyplomu pomoze w zdobyciu dobrej pracy, a brak takiego zapisu moze nas od razu zdyskwalifikowac w oczach potencjalnego pracodawcy.

    Pisac mozna wiele na temat roznic, ale trzeba pamietac o tym, ze ilu ludzi tyle opinii i ze 95% z nich bedzie podobnych do wypowiadanych w artykule Chcemy Polskiej rewolucji na Wyspach!

  26. LOL pisze:

    [?Co do poprawy, co do zmiany, czego Brytyjczycy mogliby się od nas nauczyć? Pracowitości, dbania o rodzinę, oszczędności i większej higieny, zwłaszcza miejsc publicznych.]

    LOL. Szczegolnie ta czystosc w miejscach publicznych (np. polskich toaletach) przyprawia mnie o wesolosc. Juz kiedys Chmielewska pisala, ze im bardziej na wschod, tym wyrazniej czuc….

  27. Eva pisze:

    Nie ma takiej rzeczy, której Anglicy musieliby się uczyć od Polaków.

    Porządek? Heh, kiedy wychodziłam z hotelu w Londynie raniutko, po godzinie 7, wszędzie było bardzo czysto. Śmieci pojawiają się wraz z wylewem ludzi na ulice, w tym i Polaków przecież. Mało to razy widziałam, jak Polacy rzucali niedopałki, gdzie popadnie, papier, zostawiali puszki po piwsku?
    A w Polsce jest tak czysto, że nie ma się do czego przypiąć? A-ku-rat.

    Opieka nad starszymi osobami. Nie znam wszystkich przypadków, ale moją sąsiadką jest 95-letnia wspaniała kobieta, która jest na tyle sprawna, że może mieszkać sama. I CHCE tak mieszkać. Córka odwiedza ją kilka razy w tygodniu, zabiera na święta, weekendy itp do siebie. Poza tym starszą panią odwiedzają, chyba co drugi dzień, opiekunki, które robią jej zakupy (nie wiem, czy jeszcze coś, możliwe).
    Przez rok pracowałam w domu opieki, gdzie byli ludzie w wieku od 60 lat do 101. Niewiele osób było sprawnych, większość miała demencję. Nigdy, PRZENIGDY nie zdarzyło się, żeby ktoś warknął na kogoś, żeby kogoś do czegoś zmusił (namawianie, zachęcanie, tak). Nawet najmniej sprawna umysłowo osoba miała prawo do odmowy i było to respektowane (często wystarczyło tę samą propozycję powtórzyć za chwilę). Ludzie ci odwiedzani byli przez swoich bliskich i widać było dobre więzi.

    Anglicy są uprzejmi i jeśli tylko mogą, starają się pomagać. I niech nikt nie farmazoni, że ona jest nieszczera, ta ich uprzejmość. Doprawdy, życzę Polakom i sobie takiej nieszczerej uprzejmości w Polsce, to wspaniała rzecz. Sprzedawczynie są uśmiechnięte i cierpliwe - sama nie wiem, jak one to robią. W Polsce takie nie są.

    W pracy traktowano mnie identycznie, jak angielskie koleżanki - zawsze.

    Jazda samochodem po angielskich drogach to bajka w porównaniu z jazdą po polskich drogach. Pamiętam, ile razy czekałam długo w Szczecinie choćby, wyjeżdżając z drogi podporządkowanej na główną. A tu chwila moment i już cię wpuszczają. Sama robię to z rozkoszą, bo aż się chce!

    Sąsiedzi nie wtrącają się do niczego, choć po rozmowach z sąsiadką staruszką wiem, że wiedzą o sobie (a więc i o mnie hehe) bardzo dużo. Jednak kiedy zdarzyło się, że mój samochód nawalał i syn próbował coś tam grzebać w jego wnętrznościach - przyszedł sąsiad z domu naprzeciwko (choć tylko kłanialiśmy się sobie) i zapytał, czy nie trzeba pomóc, a później skutecznie pomógł.

    I tak bym mogła pisać długo jeszcze. Ale już mi się nie chce :)

    JEDYNA rzecz, jaka mi się tutaj nie podoba, to załatwianie poważnych spraw przez telefon. Oczywiście, ułatwia to wiele, pod warunkiem, że trafi się na kogoś bardzo kompetentnego. Ale zdarza się i tak, że dzwoni się bez końca, dostaje się info, że wszystko będzie załatwione, po jakimś czasie okazuje się, że nic załatwione nie jest a kolejna osoba odpowiadająca na nasz telefon o niczym nie wie i wszystko zaczyna się od nowa ;)

    Co do lekarzy… Cóż, wolałabym, żeby byli nimi Europejczycy z dziada pradziada, ale tym narzekającym przypomnę tylko, że wg statystyk Polska ze swoimi polskimi lekarzami ma o wiele gorszy wskaźnik umieralności, zapadalności, wykrywalności i innych -ności.

    Pozdrawiam serdecznie autorkę bloga. Super się czyta! Pisz jak najwięcej, lubię tu zaglądać :)

  28. m pisze:

    Eva, zakochalem sie w Tobie :)

Dodaj komentarz