Jak to w Rumunii - odsłona ósma
Usługi
W Rumunii wszystko z grubsza można podzielić na ekskluzywne i siermiężne. Siermiężne są przydrożne bary (sami palacze, toalety z zimnymi kaloryferami i wodą, obrusy poplamione i zastawione plastikowym kwieciem), sklepy (miksy w stylu szwarc mydło i powidło), urzędy (cudownie sympatyczna pani na poczcie w Bukareszcie nie ma ani jednego zdrowego zęba!), przystanki autobusowe (nawet w Bukareszcie), hotele, w których właściciele wkurzają się na hałasujące dzieci, restauracje wrogo nastawione do klienta itp. itd.
Z drugiej strony gros usług adresowanych jest bezpośrednio do najzamożniejszego klienta i tu jakość trzeba płacić. Są sklepy dla dyplomatów i ekspatów, dentyści dla ekspatów, ośrodki sportowo-rekreacyjne za 3-10 tys. zł za rok, prywatne kliniki (zastrzyk przeciw grypie, bagatela, po 180 zł), arcydrogie usługi fryzjerskie i kosmetyczne, prywatni kierowcy w czarnych mercedesach zamiast niesłownych taksówkarzy, kluby otwarte tylko dla wybranych. A jak się nie chce płacić to jest… siermiężnie.
Basen
Jeszcze pół roku temu przedsięwzięłam plan: zapiszę się na basen. Dziś jestem w tym samym miejscu. Przeszukałam Internet, pytałam znajomych, sprawdzałam pobliskie ośrodki. Okazuje się, że w Rumunii basen kryty to miejsce dla wybrańców - połączone z sauną, fitness, spa, masażami i vipowskimi klubami. Żeby się tu dostać trzeba mieć poręczenie od członka klubu, albo mnóstwo wolnych pieniędzy na karnet całoroczny (albo jedno i drugie). Jednorazowo z ulicy wejść nie można. A jak już znalazłam basen, gdzie jednorazowo wejść można to cena dalej zwala z nóg - 70 zł za wejście w weekend i wieczorami, 40 zł w tygodniu przed 16.00.
Salon kosmetyczny
Znalazłam w pobliżu domu nowoczesny salon kosmetyczny. Nie najtańszy, ale blisko. Kilka prób dostania się na wizytę utwierdziła mnie w przekonaniu, że pod błyszcząca fasadą jest stara Rumunia, jaką znam…
Próba PIERWSZA: dzwonię umówić się na oczyszczanie twarzy. Recepcjonistka nie mówi po angielsku, oddaje słuchawkę koledze, miły człowiek zaprasza mnie na dzień następny na drugą. Przychodzę przed drugą i rejestruje zdziwione miny obsługi - nie ma mnie na liście oczekujących do gabinetu kosmetycznego, ale mogę sobie ściąć włosy!
Próba DRUGA: proszę zaprzyjaźnioną Rumunkę, aby zapisała mnie na zabieg kosmetyczny twarzy. Przychodzę - kosmetyczka mnie dziś nie przyjmie, albowiem nie ma jej w pracy (kłopoty rodzinne). Dlaczego nie zadzwonili? Nie wiadomo.
Próba TRZECIA: przychodzę do salonu, jest kosmetyczka! Oddycham z ulgą, moja sprawa radykalnie zmierza do szczęśliwego finału. Czekam cierpliwie piętnaście minut, pół godziny, 45 minut, zaczynam być zdenerwowana. Kosmetyczka bardzo mnie przeprasza, szef proponuje kawę i “odrobinę cierpliwości”… Po godzinie dostają się do gabinetu, a nawet dostaję zniżkę na usługi za to opóźnienie!
A teraz moja przygoda z manicure (w tym samym salonie).
Przychodzę, siadam, pani zaczyna manicure i w połowie pierwszej ręki… gaśnie światło. W tej części Bukaresztu to się zdarza - często. Niestety salon nie jest na to przygotowany. Nie mają generatora, mają za to zapachowe świece. Umówmy się jednak, że manicure potrzebuje solidnej żarówki. Masażystka w pokoju obok kontynuuje zabiegi, tylko ja muszę czekać. Jak długo? Nie wiadomo. Siedzimy więc sobie i wdychamy relaksujące opary świec. Wróciłabym do domu, ale całe osiedle tonie w ciemnościach, no i boję się dzikich psów wyjących pod oknem. Kosmetyczka ostrzegła mnie przed nimi na tyle sugestywnie, że aby wydostać się z gabinetu muszę wezwać posiłki…
Z drugiej strony standardowe wizyty u kosmetyczek łatwo zamazują się we wspomnieniach, a ja moje rumuńskie przygody zapamiętam na długie lata.
W pasmanterii
Chciałam kupić nici. Na głównej ulicy w Bukareszcie. W środku za ladą starsza pani i młodsza pani. Młodsza siedzi i płacze w głos, po prostu zalewa się łzami. Mimo wszystko próbuje dokonać zakupu. Wybieram interesujący mnie kolor, chcę płacić. Starsza pani nabija rachunek i mówi 30 zł. 30 zł za nici?! Jestem trochę zaskoczona ceną, więc chcę zrezygnować z dużej szpulki i wziąć mniejszą. Pani (ta starsza) zaczyna na mnie krzyczeć. Po rumuńsku. Tłumaczę, że nie rozumiem po rumuńsku, ale chcę inne nici. Młodsza przez łzy, z równym oburzeniem, krzyczy, że jak coś zostanie nabite na kasę fiskalną, to koniec - nie da się cofnąć. Takie jest prawo w Rumunii i jakby co można wezwać policję. Trwam w zdziwieniu, a panie machają mi paragonem przed nosem, zaczynam się ich naprawdę bać. Przyznaję, że gdyby mnie grzecznie poinformowały, że się nie da, wzięłabym te nici, ale jak ktoś na mnie krzyczy i płacze przy tym to włącza mi się przekora.
W końcu udało się wymienić nici, ale obelgi pani starszej i płacz młodszej słyszałam jeszcze długo za plecami?
W hotelu
Jesteśmy w uroczym rodzinnym hotelu w Dewie. Centrum miasta, przytulne pokoje, wszystko się zgadza z ofertą i jesteśmy mile zaskoczeni. Aż do śniadania dnia następnego. Nasz roczny, dość ruchliwy, synek wylewa przy śniadaniu trochę jogurtu na sofę i rozbija przy okazji mały talerzyk. Spłoszeni czyścimy sofę chusteczkami i oferujemy odszkodowanie za zbity talerzyk. Właścicielka podchodzi do nas z krzykiem (nic nie rozumiemy - krzyczy po rumuńsku), jakiś obecny przy zajściu klient pomaga nam się porozumieć. Tłumaczy, że nie chcą pieniędzy. Za parę godzin przy płaceniu za pobyt właścicielka informuje nas, że nasz syn zachował się skandalicznie, że w jej hotelu mają być przestrzegane jej reguły gry i jak się komuś nie podoba, to ma nie przyjeżdżać do niej! Na dodatek zrobiła kosztorys i jogurt na sofie oznacza konieczność wymiany wszystkich obić, co się zamknie w kwocie 10 tys. zł!
Nie był to jedyny hotel w Rumunii, gdzie doznaliśmy szoku.
Kiedy nocowaliśmy w pokoju bez ogrzewania (w zimie) w bardzo drogim hotelu (230 zł za pokój) poza Bukaresztem poinformowano nas w podobnym tonie, że instalacja się zepsuła (tylko w tym jednym pokoju), a innych wolnych łóżek nie ma i jak się nie podoba to droga wolna. A kiedy mój znajomy w innym hotelu zgłosił, że telewizor nie działa, recepcjonista obiecał, że jutro naprawi… Tylko że “jutro” znajomy wyjeżdżał…
Taksówkarz
Przy wyjściu z lotniska w Bukareszcie koczują taksówkarze-marzyciele. Za kurs wart w normalnych warunkach 20 zł marzy im się od turysty 150 zł.
Ostatnim razem trafiliśmy na kilku marzycieli, zanim zjawił się taksówkarz realista i obiecał nas dowieźć za 40 zł. Wydawał się miły tylko przez pierwsze 5 minut, Już przy pierwszych światłach zaczął narzekać (po rumuńsku), że ten kurs to właściwie zupełnie mu się nie opłaca. Przy jednej z dróg, gdzie był lekki korek z powodu remontu drogi (a trzeba wam wiedzieć, że droga ta jest remontowana od roku i wszyscy, szczególnie taksówkarze, o tym doskonale wiedzą) zaczął głośno wyklinac na drogowców i pytać ich przez uchylone okno dlaczego tu jest wieczny remont, że w takich warunkach jemu się nie opłaca pracować itd. W połowie drogi już zaczęliśmy się psychicznie przygotowywać na przedwczesne opuszczenie taksówki, bo cierpliwość naszego taksówkarza była na wykończeniu. Kiedy w rytm jego jęków, narzekań i przekleństw dojechaliśmy do celu pan absolutnie nie chciała się zgodzić na umówiona wcześniej kwotę, żądał dwa razy więcej. Kiedy daliśmy mu 50 zł do ręki drocząc się z nim, że chcemy resztę, pan taksówkarz odpalił silnik i po prostu zwiał…
2009-03-07 o godz. 19:16
Śliczne obrazki
Ale, Beato, czy mogę zadać Ci osobiste pytanie? _Co_ właściwie trzyma Cię w tym raju na Ziemi??? 
Pozdrawiam z nudnej Germanii!
2009-03-07 o godz. 23:02
Beatko - tak jest wszędzie.
Mieszkam w USA. Panuje kryzys, który na szczęście na razie mnie nie dotyka, ale staram się kupować potrzebne mi rzeczy w sklepach, a nie przez Internet (chociaż to taniej). Nie powoduje mną czysty altruizm, tylko fakt, że sklep mający większe obroty ma większe szanse żeby nie zostać zamknięty.
Materiały biurowe:
Przychodzę do sklepu z materiałami biurowymi, chcąc złożyć zamówienie na większą kwotę (choć zamawiając te same rzeczy przez Internet uzyskałbym cenę niższą o 30 procent). Pani sprzedawczyni informuje mnie, że takie zamówienie mogę złożyć przez telefon do centrali, bądź przez Internet?!
Ale to przecież nie ja stracę pracę, jeśli zamkną sklep, w którym ona pracuje.
Oczywiście zamówiłem potrzebne mi rzeczy z innego źródła - taniej.
Taksówkarze:
Dość często korzystam z taksówek, więc znam ceny. Zamówiona taksówka zawiozła mnie “sceniczną trasą” do mojego punktu docelowego. W rezultacie taksometr pokazał kwotę dwukrotnie wyższą od normalnej. Zaproponowałem panu kierowcy zapłatę tej “normalnej” kwoty - i nic; przyjął to jako zupełnie naturalną rzecz, bo gdyby wezwał policję, to on miałby dużo większy problem niż ja.
No, ale to tylko dlatego, ze znam stawki … a gdyby trafiło na turystę?
Na całym świecie są te same problemy…
2009-03-08 o godz. 00:09
chec opowiadania jak tam do dupy?
przeciez jesli ktos ma kolo 40 dych juz mial okazje posmakowac w wersji polskojęzycznej, moze wiec celem coby ktos sie nie wbil, takie straszydlo?
tudzież, w sumie juz nie wiem, tylko po co? mi zostalo,
taksowkarzy zlodzei wszedzie pelno, hoteli bez jezykow tez, moze to chec motywowania Rumunow do euro, niech sie ucza, a niech $
2009-03-08 o godz. 01:02
jak to co
rumunia to piękny kraj i wspaniali ludzie a opisywany folklor dodaje mu tylko uroku
dla przykładu w Braszowie, jak targowaliśmy się kiedyś o cenę w hotelu, dostaliśmy pokój za pół ceny, bo się właściciel bał, że nas niedźwiedzie, zjedzą jak powiedzieliśmy, że idziemy spać do lasu
pozdrawiam miłośnik Rumuni
2009-03-09 o godz. 13:00
Brzmi jak historia rodem z komunistycznej Polski badz opowiesci ze wspolczesnych Indii… Beato, czy jest cos w Bukareszcie, co Cie pozytywnie zaskoczylo?
2009-03-09 o godz. 20:43
Lubię rumuński folklor. Wkurza mnie mnóstwo rzeczy, ale obiecuję, ze następny wpis bedzie o jasnych stronach Rumunii. Bo są i takie… Czyli o ludziach.
Póki co jesteśmy tu “za pracą”, jak dziesiątki innych Polaków. Pozdrawiam wszystkich ekspatów!
Beata
2009-03-09 o godz. 23:55
Przeczytałem z uwagą Pani wspominki i jedno przyznać muszę ponad wszelką wątpliwość - lata mijają, a przyzwyczajenia i nawyki wciąż te same. W 2000r. podróżowałem samochodem z Grecji przez Bułgarię i Rumunię… Na przejściu granicznym między tymi dwoma krajami poczęstowano nas odpłatną dezynfekcją samochodu (po wyjeździe ze specjalnego baseniku był brudniejszy, niż przed rozpoczęciem dezynfekcji), potem zaproponowano łapówkę za odstąpienie od kontroli bagażnika, a kiedy odmówiliśmy - ukradziono zieloną kartę. Wszystko to czynili funkcjonariusze policji granicznej. A potem wjechaliśmy w ten kraj z ludźmi chodzącymi bez butów, z oknami zasłoniętymi jakimiś obskurnymi papierzyskami, ze stacją benzynową, na której końcówka dystrybutora nie mieściła się w otworze do tankowania naszego seata… Taaaaak. Romania never forever!
2009-03-10 o godz. 05:45
Beato, uwielbiam Twoje “rumunskie opisy”, sa takie… inne, w pozytywnym tego slowa znaczeniu
Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego.
2009-03-14 o godz. 01:59
wprawdzie po Rumunii wykonałem dosyć pobieżny objazd w krótkim czasie i czytając Twoje wpisy poszerzam swoją wiedzę na temat tego kraju i w wielu spostrzeżeniach muszę się zgodzić i ,niestety, nie mam porównania z innymi częściami Europy, nie wspominając o reszcie (oczywiście z wyjątkiem naszego kraju) ale , już będąc tam, i potem , i czytając ten blog mam nieodparte wrażenie ,że te wszystkie “klimaciki” są mi doskonale znane, może to było kilka lat temu , może gdzieś daleko od wielkich miast , a może były to peryferia lub specyficzne miejsca wielkich aglomeracji , a najpewniej wszystko razem
myślę ,że w każdym kraju , regionie , mieście można znaleźć tzw “plusy dodatnie i plusy ujemne” swoją drogą , dla mnie najbardziej fascynujące były szaleństwa dyktatora , zarówno w Bukareszcie ( poprzez kontrast i”rozmach”) jak i inne “osiągnięcia ” infrastrukturalne - z całą świadomością kosztów
a te problemy , nazwijmy je “cywilizacyjne” to pewnie kwestia czasu i wypracowania pewnych standardów ( powiem szczerze , że jak poszliśmy zjeść śniadanie w Sibiu do baru/restauracji otwartej od dosyć rannych godzin i przyszło nam pałaszować w gęstych oparach papierosowego dymu miałem zdecydowanie wymiotny odruch) ale , po pierwsze primo takie sytuacje trochę uczą pokory i pozwalają , według mnie nabrać dystansu , a po drugie primo , czy taka pełna standaryzacja to jest to co nas zadowoli, czy nie będzie tak ,że tylko delikatnie zmienia się krajobraz
pzrd
2009-03-25 o godz. 16:25
Droga Beatko, wśród tych opisów jawisz się jak pływak, uparcie utrzymujący się na powierzchni oceanu, kiedy wokół sztorm
Upiorne te Twoje obrazki. Jak reagujesz na taki poziom absurdu. Taksówkarza, co się obraża, kosmetyczne podchody z wyjącymi psami za oknem, galopujące samopas konie… Chyba tylko w czarny humor iść. Tego Ci nie brakuje, więc wierzę, że nie utoniesz w rumuńskich od-mętach. Pozdrawiam z sielskiej przedwiosennej Polski i troszkę jednak zazdroszczę wrażeń.
2009-03-26 o godz. 14:11
Mieszkam w Rumuni od jakiegos czasu i dochodze do wniosku ze ma pani pecha do tego kraju.Jesli jest az tak zle to po co tu siedziec? Odnosze wrazenie,ze nie jest tu pani na wakacjach tylko w celach zarobkowych?a ,wiec dlaczego nie w Polsce?.Czyli sa jakies pozytywy tego kraju “jestem tu i zarabiam”bo w Polsce sie nie da- chyba tak trzeba do tego podejsc.Swoja droga nie trzeba robic reklamy Rumuni, prawdziwy turysta znajdzie ja na mapie nie fatygujac sie do gabinetu upiekszajacego.Ta pani z poczty pewnie nie ma pieniedzy na dentyste[czy w Polsce dentysta jest gratis ?]ale najwazniejsze ze byla mila.Dobrze byloby poznac historie i jezyk kraju w ktorym sie mieszka i pracuje,wtedy mozna by zrozumiec wiele sytuacji i znalezc odpowiedz na wiele pytan.Pozdrawiam-milosnik Rumuni.
2009-03-31 o godz. 19:37
OJJJJJJJJJ
Tylko tyle moge powiedziec bo brak slow kobieto z kad ty pochodzisz i gdzie sie wychowalas ksiezniczka Monaco z ciebie,a co w kraju masz nfz ,szkolnictwo lwszystko lezy ludzie nie przyjemni nic im nie odpowiada twojego pokroju.Nie badz hipokrytka siedzisz tam dla kasy ,to wracaj do kraju do raju gdzie mniej zarabiacie,i wszystko ci pasuje.Jestes nieszczesliwa osoba bo zlosliwa,nie szanujesz kraju ktory daje ci zycie o jakim w Polsce mozesz pomazyc ,nawet nie poznalas rumunow i nie wiesz o czym piszesz wogole,daj im spokoj i daj spokoj sobie;
2009-04-03 o godz. 13:38
OJ, a Ty z kad jestes?
2009-04-05 o godz. 19:20
dobre pytanie tak jak autorka blogu z Polski,5 lat w Rumunii mieszkalam praca zwiazana z Ambasada Polski ,poznalam mieszkancow Rumunii ich kraj i polakow w Rumunii ,jak to polacy nazekaja na wszystko na gosposie ,nianie,ogrodnikow,szoferow, a w kraju tez nazekaja tylko nie na gosposie,nianie bo ich nie stac tylko na trudy zycia i prace i gdzie by wyjechac zeby dorobic ,mam nadzieje ze ciekawska zaspokoila swa ciekawosc i prosze spedzic wakacje w Rumunii to sie przekona ciekawska ile polakom brakuje do rumunow ojjjjjjjjjjjjjjj duzo
2009-04-08 o godz. 20:24
pytalam “z kad” jestes, zeby zwrocic uwage na błedy gramatyczne w twoim pisaniu, no ale jak juz tak piszesz, to trudno, to mniej wazne. brdziej mnie ciekawi juz teraz czego nam brakuje do rumunow (to ma byc z malej litery?!). Pytam powaznie, bo nie znam i nie wiem…
2009-04-25 o godz. 02:27
to skoro tyle niedogodności i nieuprzejmości to po co ta mieszkasz??????????????????????????????/
2009-05-07 o godz. 11:46
ciekawska - jak wytykasz innym błędy - popraw swoje. Po polsku piszemy “skąd”
2009-05-26 o godz. 16:45
migotka!
przecież ciekawska wszystko wyjaśniła jej “z kad” to złosliwy cytat z wypowiedzi OJJJJJJJJJJJJ. gdzie błędów ortograficznych jest więcej np. nażekają zamiast narzekają… Ani Ty ani OJJJJJJJJJJJJ nie wykazaliście się odrobiną inteligencji by zrozumieć oczywistą ironię.
2009-05-27 o godz. 17:47
“Ciekawska” jak i “Zniesmaczona” to zapewne bliskie kolezanki autorki bloga ,wiec musza ja w jakis sposob wspierac . Zapewne nie ma pani przyjaciol wsrod Rumunow? Bo gdyby tak bylo ? -to nie krytykowalaby pani kraju swoich bliskich.Co do bledow to mysle ze autorem jest ktos ,kto uczyl sie polskiego na obczyznie .Swoja droga czy byloby pani milo gdyby ktos w taki sposob osmieszal Polske?Zapewne nalezy pani do tej grupy Polakow co to ledwo sie “wyrwali” z kraju ,a juz udaja wielkich “biznesmenow”[oczywiscie napisalem to z bledami- to dla tej madrali ]
2009-08-10 o godz. 20:44
Chyba się zakręciłem. Czy powyższy blog nie jest jakąś inkarnacją tego http://rumunia.blox.pl/html ? Bo sam już nie wiem, co mam linkować. A ostatnio sam sporo się Rumunią zajmowałem http://www.nawschod.eu/category/rumunia więc takie rzeczy czytam i linkuję z przyjemnością.
Pozdrawiam!
2009-09-21 o godz. 12:39
Za parę dni odwiedzę te miasto to sam się przekonam.