Przybrana Europa
Sala kinowa niczym wehikuł czasu przenosi podróżnych w inną rzeczywistość. Głębokie granatowe fotele łagodnie przybierają kształty siedzących w nich ciał. W oczekiwaniu na film, na gigantycznym ekranie przesuwają się obrazy streszczające historię założenia Unii Europejskiej 27 krajów: powstanie węgierskie w 1956, praska wiosna w 1968, strajk w Stoczni Gdańskiej, porozumienia sierpniowe…
Niektóre obrazy pozostają w pamięci na zawsze. Świeży śnieg pokrywał ulice białym płaszczem tamtej zimy, gdy wracali z nart. Wychodząc z dworca kolejowego, natknęli się na szaro-brunatne czołgi broniące dostępu do miasta. Pamiętnego grudnia 1981 noc zapadła na długo na wschód od Odry.
Od tamtej zimy dużo wody upłynęło w rzekach. Podróżnik przechadza się teraz ulicami innego miasta położonego nad Rodanem (Rhône) i Saoną (Saône).
Tłumaczenie myśli z francuskiego na polski, znalezienie odpowiedników niektórych nazw geograficznych wymaga od niego pewnego wysiłku. Kojarzy mu się to z kuciem w kamiennej tabliczce lub potykaniem się o stopnie schodów. Z czasem nieużywane słowa popadają w zapomnienie. Na szczęście można jej odnaleźć w innym języku.
Jakże zaskoczony wyraz miała twarz znajomego, gdy wypowiedział kilka zdań po francusku podczas jednego z pobytów w Polsce, nie zdając sobie z tego sprawy.
Minęło niespełna dwadzieścia lat od zburzenia muru berlińskiego, a świat jakby się znacznie zmniejszył.
Przedtem, wakacyjna podróż z Dolnego Śląska nad Bałtyk stawała się wielogodzinną wyprawą. Mieliśmy wrażenie, że żyjemy w rozległym kraju. Teraz porównujemy liczbę godzin, które trzeba będzie spędzić w samolocie. Azję szacuje się na około dwanaście. Australię dwa razy tyle.
Kiedy samolot ląduje w byłym mieście rodzinnym, podróżnik doznaje uczucia swojskości, które pogłębia się podczas spotykań z bliskimi ludźmi i ulubionymi miejscami. Uczucie jedyne w swoim rodzaju, związane z tym miastem i z niewieloma innymi polskimi zakątkami. Jest w tym szczypta domowości, oswojenia, posiadania.
Czas upływa, samolot odlatuje. Podróżnik wraca do przybranego miasta nad dwoma rzekami. Nie odnajdzie uczucia swojskości, ale cieplejsza zazwyczaj pogoda niż w tamtym kraju przywita go na lotnisku o futurystycznej architekturze w kształcie ptaka. Jak za każdym razem, trochę czasu zajmie mu przestawienie się na francuski. Bliscy będą robić grymasy, kiedy zapomni, że mówi po polsku. Tutejsza mimika jest pełna różnorodnych grymasów, a ich używanie w polskiej mowie dość zaskakujące. To nic, żyjemy przecież w globalnym świecie.
Jedno z pytań, które zadadzą znajomi, będzie dotyczyło jedzenia, które stanowi bardzo ważny element tutejszego majątku narodowego. Pomyśli wtedy z pewnego rodzaju nostalgią o barszczu z uszkami i makowcu swojej mamy, ale zachowa te potrawy dla siebie. Buraczna czerwień i makowa granulowatość zostały zapomniane w tutejszej kuchni. Ale “co kraj, to obyczaj”. No i po co się powtarzać, jeśli można odkrywać nowe horyzonty.
Kim jesteś, podróżniku? Niezdolny do zapuszczenia korzeni na nowo, beztroski obywatel Europy.
Anna Dorn, Lyon (Francja)
2009-06-02 o godz. 14:18
Juz dawno nie widzialem tak pieknie napisanego tekstu.
Pozdrawiam,
Mariusz, Virginia
2009-06-03 o godz. 08:54
Skad ja to znam?Dziekuje za piekny tekst !
2009-06-03 o godz. 16:28
Dzieki za literacki smakolyk i piekny podarunek w dzien po powrocie z TEGO Miasta nad Wisla, do pewnego miasta nad trzema rzekami…
bea