O pospolitych rzeczach

W trasie, patrząc z busa na Polskę. Tyle myśli kłębi się w głowie. Ledwo trzydzieści kilometrów przejechałem, a Ona już dzwoni. Mówiąc, że łzy przepełniły jej oczy i wylały się. A pomarańczowa linia już pewnie czeka, by powieźć mnie do mego pokoju na Wyspach. Już widzę to żółte, brudne światło nad głową, bijące z nieosłoniętej żarówki. Przede mną starsza pani rozmawia, a jakże by inaczej, o emigracji. Córka jest w Londynie. Kupiła jej bilet. Dziś leci. Pewnie więc ze mną.

W czasie postoju kupuję “Politykę”. Czytam o wielkiej zmianie. Bo niedługo będzie dwadzieścia lat jak upadł komunizm. A Polska dalej w przebudowie. Pomników tylko nie brak. No i cztery czołgi z poligonu ukradziono, żeby sprzedać na złomowisku.

Docieram na dworzec. Na rynku kupuję jeszcze tylko polskie dębowe szachy. A co mi tam. Pamiątkę z Polski trzeba mieć. A w szachy grać się nauczę. Przed odprawą ważę bagaż. 20,2 kg. Eh. Trochę za dużo. Te dwie polskie czekolady wsadzimy do podręcznego i gra. Karkówka zostaje. Kiełbasy, przysmaki wszelakie zostają. Będą się obijać o szachy, ale nic to. W kieszeni sprawdzam, czy mam drobne. Są. Jak za trzy miesiące przylecę tu znowu, muszę je mieć,  bo inaczej mnie kierowca MPK nie zabierze. Jest nawet trochę ponad stan, więc może ostatni żurek zjem? Ten polski osławiony żurek. Naprzeciwko baru witryna sklepu bezcłowego. Pierwsze półki wypełnia oczywiście żubrówka i wyborowa. Równie sławne jak żur i Chopin. W kolejce po bilet znowu te same teksty, dyskusje. Gdzie lepiej. Bo w Anglii to sąsiad ci tak nie zagląda przez płot. I tak dalej.

No i znowu tutaj. W jednym ze stu tysięcy jednakowych miast. Rano byłem wśród mych łąk, a teraz już widzę całą rodzinę przez skajpa. Lepsze to niż komunikacja za pomocą pocztowego znaczka. Jutro do pracy. Na gadu sprawdzam jeszcze co u znajomych. Rok po studiach, a trudno kogoś spotkać. Ten, co w Toruniu - chce do Norwegii; ci, co  akurat gdzieś na kontrakcie w Azji - do UK, my z UK - do Polski. Wszędzie czegoś brakuje, wszędzie coś nie tak. Marazm.

A tak przy okazji.  Gdzieś widziałem, że nas straconym pokoleniem nazwano. Dam ja mu stracone. My tu jeszcze wrócimy, nie zostawimy tego. Kazik się kłania. Lunch time. Kolejny raz spoglądam stąd na Polskę przez kabel. Przez niektóre polskie serwisy i fakty. A BBC world service przez cały dzień o masakrze na placu Tian’anmen nadawał. A o Wielkim Polskim Przełomie nic. Tak się też zdarzyło, że miałem prezentację o Polsce zrobić na kurs angielskiego w tym miesiącu. Zacząłem od tego, że Polska to  w Europie Środkowej leży, bo wielu ludzi spoza Europy (a może nie tylko, kto wie) myśli, że Poles muszą mieszkać gdzieś koło North Pole. Błąd. Ładne zdjęcia z Mazur też wrzuciłem. No i Krakowski Rynek - wiadomo. I hasło, że to  kraj, w którym rodziła się wolność. Ostatnio dość modne. Potem rozmawialiśmy o książkach. Tych starych, obszernych. Jakaś polska książka? “Chłopi”. Po angielsku to chyba “Peasants” będzie. Niech no sprawdzę w słowniku. Tak. Trafiłem.

Tłumaczenie angielskie? Oj chyba nie ma. Nie wiem.

A potem przyszły wybory do europarlamentu. Trzeba było jechać do Ambasady. Obserwowaliśmy wyniki, będziemy obserwować Polskę. Bo z krawędzi widać czasem coś innego niż od środka.

Radek, Wyspy

Wpis “O pospolitych rzeczach” skomentowano 23 razy

  1. Konrad pisze:

    Ale bzdury, pseudointelektualne wynurzenia na nudny temat. Kogo obchodzą rozterki jakiegoś anonimowego gastarbeitera? “rodzinę widzę tylko przez skajpa” Kolejny uzależniony od czytania bzdur na naszej klasie. Na świecie są miliony ekspatriantów ale nikt nie robi z tego takiego szumu jak Polacy jadący te kilkaset kilometrów do innego kraju EU. Odnośnie przemian ustrojowych w Polsce i tego debilnego rozczarowania, że nie ‘zbudowano w Polsce Irlandii’ w tydzień. Ekonomia i gospodarka dużego państwa to nie jest coś co można odwrócić o 180 stopni za pomocą jednego podpisu czy transparentu albo deklaracji. Bardzo kiepski artykuł, o niczym tak na dobrą sprawę i bez sensu. Można streścić go w 3 zdaniach, autor przyjechał do innego kraju; autor nie zna języka; autor tęskni za rodziną. Niebywale, interesujący, oryginalny i ciekawy temat. W myśl zasady zaproponuję treść kolejnego artykułu w oparciu o podobną strukturę: wstałem; zjadłem śniadanie; sprawdziłem pocztę elektroniczną; na ulicy pada deszcz i jest pusto. Żenada.

  2. raalf pisze:

    Do Konrada: blogi mająto do siebie, że pisze się na nich swoje przemyślenia. Jak nie podoba Ci się artykuł to go nie czytaj a tego typu komentarz jest niestety nie na temat. Oddychaj głęboko frustracie!

  3. Arek pisze:

    “A potem przyszły wybory do europarlamentu. Trzeba było jechać do Ambasady.”

    Nie nie trzeba było! Gdyby autor łaskawie pofatygował się do swojego lokalu wyborczego i zagłosował jak normalny człowiek w wyborach lokalnych i europejskich to może by go człowiek z BNP nie reprezentował teraz…

    Jak chcesz chłopie żyć w Polsce to czasu nie marnuj tylko wracaj. Jak chcesz zostać w UK, to nie marudź tylko się zastanów nad tym co robisz i jak to służy tobie i polskiej społeczności w UK. Czas dorosnąć i się zaaklimatyzować.

  4. stein pisze:

    Uwazam, ze jest b. ladnie ujete, a co do Ciebie Konradzie to wstydz sie, ze Cie tak wychowano (czarna pedagogika)aby odgornie zjazdzac czlowieka iszufladkowac na peseudo oraz gastarbeiter, ludzie wyjezdzaja z Polski min. z powodu takich typkow jak Ty. Tobie tez by sie przydalo przejechac po swiecie aby moc stwierdzic, ze nie wszedzie na swiecie wrzeszcza ad hoc bzdura, bzdura. Gdyby autor napisal …”slynny przecinek polski”nie podoba mi sie, …”przecinek” Wyspy itd. to byloby ok. A tu autor uczy sie, obsluguje komputer i robi prezentacjie i to sie “przecinek” nie podoba?

  5. dd pisze:

    Świetny tekst. Moje myśli i refleksje są bardzo podobne za każdym razem, gdy wracam z PL do UK. Nie chodzi tu o żaden cud ekonomiczny, o “debilne rozczarowanie, że nie zbudowano w Polsce Irlandii”. Nie chodzi o kasę (a przyjemniej nie tylko o kasę). Problem tkwi w mentalności polskiej. W tym, że tam się na prawdę nic nie zmienia. Że kierowca autobusu Ci przed nosem zamyka drzwi, że sprzedawczyni traktuje Cię jak intruza i potencjalnego złodzieja, że idziesz ulicą i uśmiechasz się, a nikt na Twój uśmiech nie odpowiada. Że “wszystko wciąż jest w przebudowie”. Ze ważne sprawy leżą odłogiem, a elity dyskutują o dekomunizacji. Że centrum Warszawy wygląda, jak wygląda. Że reklamy pożerają moje ukochane miasto i nie ma na to rady.
    Znajomość czy nieznajomość angielskiego nie ma tu nic do rzeczy. Wykonywany zawód też. Wyjeżdżasz, widzisz inne życie i otwierają się oczy. Widzisz wyraźnie, jak długa jest jeszcze droga Polski do cywilizowanej Europy.

  6. zorro pisze:

    Arek ma racje, nalezy glosowac tam gdzie sie mieszka - chyba ze siedzisz juz na walizkach.
    Co prawda pomimo tego ze glosowalem to i tak reprezentuje mnie jakis ultra socjalista, ale przynajmniej wiem ze usilowalem temu zapobiec :-).

  7. Magda Weiner pisze:

    dd:
    “Widzisz wyraźnie, jak długa jest jeszcze droga Polski do cywilizowanej Europy.”

    Nonono. Bardzo proszę bez takich. Polska to _jest_ cywilizowana Europa i chociaż ma swoje, hm, koloryty, to bez przesady. Nie ma wątpliwości, że w Polsce pewne rzeczy jeszcze kuleją, ale spróbuj pojechać na niemiecką, austriacką, francuską prowincję i zobaczysz, czy będzie światowo…
    Swoją drogą, wpadły mi ostatnio w ręce felietony Bobkowskiego pisane tuż po wojnie. M.in. o emigracji. Przetarłam oczy. Teksty, nie przymierzając, jak z bloga Polityki. Aż tak się nic nie zmienia…? ;)

  8. Justyna pisze:

    O co chodzi? Czy tylko o konkretne porównanie gospodarczo-spoleczne miedzy Pl a krajem obecnego pobytu? Czy moze tez o porównanie “starego”- rodzinnego domu i “nowego” emigracyjnego?! czy Radek nie ma prawa pisac o prywatnych rozterkach zwiazanych z jego osobista emigracja bez narazania na NIEkonstruktywna krytyke?!

    Jesli ktos (jak Konrad) przy wyjezdzie z Pl niegdy nie poczul smutku i tesknoty za starym pomieszanego z radosciä na nowe, to dla mnie ten czlowiek nie mial zycia spolecznego i rodzinnego w Pl. A emigracyjne zycie prowadzi taki Konrad inaczej niz sam mysli- otwarcie i tolerancyjnie ( czego uczy nas bycie Europejczykiem), tylko zawistnie, podpierajac sie stereotypami (czyli typowo polskie?). Wtedy to taki Konrad w reakcji na wpis Radka woli obrazic (tak typowo po polsku?), niz po prostu przejsc do nastepnej czynnosci dnia.
    Oto Polacy emigracyjni- przynajmniej wielu z nich- w Polsce na urlopie opowiadaja o zyciu bez granic, przywilejach anonimowosci i o zasciankowej polskiej przeszlosci. A wracajac na loze emigracji nie omieszkaja uzywac okreslen jak “ciapak” na wyspach, “turas” w Niemczech, Gastarbeiter, “zmywak”, itd… “Otwarci i wolni” od stereotypów Polacy na emigracji- jak Konrad, któremu zycze pomyslnej integracji i moze troche wiecej taktu.

  9. Eva pisze:

    Najpierw do Konrada: Autor napisał “a teraz już widzę całą rodzinę przez skajpa” a Ty kłamiesz cytując go niby (dałeś wszak cudzysłów) ?rodzinę widzę tylko przez skajpa? - nieładnie!!! I o czym z Tobą dyskutować, człowieku, jak czytać ze zrozumieniem nie umiesz? :)

    Do innych: mieszkam w Anglii i jestem tu szczęśliwa. Polska zawsze będzie dla mnie krajem rodzinnym i w jakiś sposób najważniejszym, możliwe, że kiedyś nawet tam wrócę, możliwe, że dopiero jako emerytka. Chwilowo wolę Anglię nie dla pieniędzy. Nasz budżet rodzinny opiera się w głównej mierze na pieniądzach męża, które zarabia daleko zarówno od Polski, jak i od Anglii. Mogłabym więc mieszkać w Polsce i może to nawet byłoby dla nas taniej. Ale w Anglii okazało się być tak fajnie, że nie chce mi się wracać :) Ludzie pogodni jacyś, uprzejmi, przełożeni nie zjadliwi i nie tacy toksyczni, jak w Polsce, kierowcy przepuszczają innych kierowców, kiedy trzeba, na drogach nie ma piratów. Policja nie czai się w krzakach z zamiarem wlepienia mandatu za wszelką cenę!!! Policja nie zawraca normalnym obywatelom du*y, a jak już się na nią trafi np. idąc chodnikiem, pierwsza się uśmiecha i grzecznie wita :) No, i w zasadzie to lubię tę różnorodność ludzką, wszystkie rasy obok siebie - fajne to! Pracuję z Anglikami, doskonalę swój angielski (widzę ogromne postępy). W sklepach robię zakupy bez stresu, że jednorazowo pozbywam się połowy pensji i nie wiem, na co ;) Ciuszki, jedzonko, zabawki dla dziecięcia - wystarcza na wszystko! I nie tylko mi, tym biedniejszym też. A w Polsce im nie wystarcza. Polska jest piękna. Anglia jest piękna też. Aaa, co ja będę pisać :) Powiem krótko - w Polsce za dużo wciąż jest ludzi tak marudnych i czepiających się i życzliwych inaczej, jak Konrad :) Dlatego - w Anglii jest super. Marudy niech zostaną w domu, albo niech jadą gdzieś na biegun :)

  10. magamara pisze:

    Stracone pokolenie? Jeszcze niedawno bylo to pokolenie inwestycji - mlodzi emigranci, ktorzy mieli z dorobkiem wracac na lono ojczyzny. To media orzekly juz, ze jednak nie wroca?

    Nie lubie takich uproszczen. Gdyby ktos spojrzal na to, jakie sa motywacje wyjezdzajacych, to wiedzialby od razu, ze czesc z nich nie ma zadnych planow na stale osiedlenie sie za granica i z pewnoscia wroci do rodzinnego kraju. A inni zostana. Zatem gdzie ta strata? Czyzby stracone pokolenie bylo kolejnym wymyslem w stylu pokolenia JP2?

  11. ohmleT pisze:

    Na wybory do Euro poszedłem do lokalnego oddziału w Edim. Wolę by mnie reprezentował Szkot czy choćby Anglik. Mniej wstydu. Z Polską pożegnałem się na zawsze. Z pamiątek - znam język. I to wystarczy.

  12. AnnaI pisze:

    A tlumacznie angielskie”Chlopow” jest.

    Jesli chodzi o mnie to zupelnie nie rozumiem tych Polakow co jada na Wyspy i robia z tego taka wielka sprawe jakby na koniec swiata sie wybierali. Toz to przeciez jak przeprowadzka z Kansas do New Jersey. Nic specjalnego.

  13. futrzak pisze:

    @AnnaI:
    Jak ludzie sie przeprowadzaja z Kansas do New Jersey to nie musza sie uczyc nowego jezyka.
    Drobna roznica…

  14. Janek pisze:

    Jakie stracone pokolenie. Patrząc na Wyspy tylko niewielki procent chce zostać na stałe. Jak ich zapytasz powiedzą, że góra 5 lat chcą zostac i tak co roku. Najważniejsze, że dzięki emigracji nabieraja dystansu do tego “dobrobytu” w Polsce i z daleka lepiej widzą jak ich mamia kolejne rzesz politykierow. Kazda nacja emigruje. U nas najgorsze jest to, ze jak ktos wyjedzie to zaraz sie go zbeszta z blotem ze zdrajca itp, ale euro niech wysyla, bo pieniadze bardziej cenimy od czlowieka

  15. tsubaki pisze:

    Radek, co ty z tymi “Chlopami”. Ze Nobla dosstal reymont?
    Lema trzebabylo im zaprezentowac. Polski autor tlumaczony na najwieksza ilosc jezykow to Lem. Znajomi z kursu mieliby szanse sie zaznajomic sie z polska literatura we wlasnym jezyku. A czerwonymi warzywami typu konrad sie nie przejmuj.

    Od kilku miesiecy nie ma wpisow. Czyzby blog zakonczyl dzialalnosc z braku autorow? Z ilosci komentarzy wynika, ze cieszyl sie popularnoscia?

  16. AnnaI pisze:

    Futrzak,
    jakiego nowego jezyka? Angola w Polsce juz od gimnazjow ucza (jak nie wczesniej), no nie? I angielski to przeciez nie chinszczyzna, ale Polacy na Wyspach to ewidentnie lubia sobie na ten temat podramatyzowac.

    No wlasnie, co z tym brakiem wpisow?

  17. MarcFloyd pisze:

    Ten blog umarl… :( Szkoda, lubilem tu zagladac.

  18. Witold pisze:

    Tez tu czasem wpadam. Jak mozna dodac wpis do tego bloga?

  19. kaloria pisze:

    Na temat “Polska a cywilizowana Europa” przeczytajcie opinie (znakomitego) francuskiego dziennikarza i politologa :

    25 maja tego roku Bernard Guetta opublikowal w Le Monde artykuł o Polsce z okazji obchodów dwudziestej rocznicy wyborów 4 czerwca 1989.

    ? Zwyciężyli, ale jaka wolność była piękna w komuniźmie ! Była wyobraźnią, walką, zbiorową inteligencją narodu, który od 1956 roku odbierał pole partii jedynie słusznej, a w końcu powalił ją w trzydziestoletnich cyklicznych zmaganiach ; który zawsze potrafił nie zrobić kroku za dużo, ale nie cofał się nigdy. Była to niesłychana, nieprawdopodobna epopea, niepodobna do żadnej innej ? lecz nie należy mówić jak Alfred Jarry ? w Polsce, znaczy nigdzie ?. Należy mówić ? w Polsce, znaczy wszędzie ?, bo ten kraj wywalczył sobie prawo do zwyczajności, to niezbywalne prawo do banalnego życia, bez tragedii, bez obowiązku bohaterstwa. Dynamiczna, egoistyczna, zamożna, i możliwie najdalsza od rewolucyjnego liryzmu, nieźle dająca sobie radę w dobie światowego kryzysu, Polska jest dziś tak podobna do innych krajów Unii Europejskiej, do której należy od lat pięciu, że tak jak wszędzie nastąpił tam kryzys lewicy, rozczarowanie do partii politycznych i spadek zainteresowania Europą. ? (?) (?) (?) ? Odkąd chłopi korzystają z dobrodziejstw wspólnej polityki rolnej, o żadnej innej nie chcą słyszeć. Mieszkańcy miast są Europejczykami - to oczywistość taka sama jak poglądy demokratyczne . Cała Polska jest europejska, bo dla niej UE to nie debata, lecz sztandar, dowód, że nie jest już radzieckim satelitą. Dziękujemy Solidarności i do zobaczenia. ?

  20. kaloria pisze:

    Powyzej, w tekscie BG, znaki zapytania zastapily - nie mam pojecia jakim cudem - cudzyslowy i wielokropki. Czytelniku, miej to na uwadze. :-)

  21. Mike pisze:

    I nagle blog zamarł w bezruchu i ciszy. Co się stało, że przestaliście tu pisać?

  22. Narodowiec pisze:

    zdrajcy… co zrobiliście by Polskę, z której wyjechaliście zmienić ,łatwo teraz stać z boku i komentować.

  23. MarcFloyd pisze:

    Jeez, skad sie biora tacy idioci? CO prawda skrajna narodowa prawica to nie poglad polityczny tylko choroba psychiczna wiec moze nie powinienem byc zaskoczony…

Dodaj komentarz